Życiowe podszepty. Zostawiłam za sobą inne życie, to mam, co chciałam.

405 wyświetleń 4 komentarze
W moimi elektronicznym kalendarzu i notatniku co raz pełniej. Otwierając go co kilka dni, dopisując mijające wydarzenia i ważne dla mnie sytuacje, zdałam sobie sprawę, jak cenię to, czego mnie nauczono i mi wpojono. Wartości, które rządzą moim życiem są tak cenne, że nigdy ich nie zmienię. Albo zmodyfikuję wraz z upływającym czasem i zmieniającą się mną, ale myśl przewodnią będą mieć podobną. Tyle szczęścia mi dały. Życiowe podszepty to dokładnie ta bajka. Zostawiłam za sobą inne życie, to mam, co chciałam. 


Mijający czas 


Tykający zegar i przeskakujący sekundnik co dzień uświadamiają mi, że żadna sytuacja, żaden dzień nie wróci. Nigdy. Wstając po kubek gorącej pomarańczowej herbaty z goździkami, anyżkami i sokiem z sosny, myślę o tym, jak urocza to chwila pisząc – właśnie teraz. Półmrok i blask świątecznych lampek, zapach pierników dodają magii tej chwili. Opatulam się ciepłym wełnianym kocem i myśląc sobie, że nie ma dwóch podobnych uścisków, wieczorów przy sushi, pięknych rozmów i uścisków dłoni. Moje, nasze przecież, dni są tak piękne (…) że ze wzruszenia ta mała łza sturlała się po policzku.



Życiowe podszepty 
W naszej piekarni


Nie ma dni i życia idealnego, ale moje z każdą tą małą innością jest naprawdę magiczne. Masz tak? Akceptuję je w całej swojej okazałości. Moje podejście do życia i ludzi, których stawia mi na drodze zmieniło się z czasem. Każde odstępstwo od powiedzianej ogólnie normy nadaje życiu uroku. Scala nas. Dobrze, że jest.

Jestem tu i teraz, z nim u boku. W naszej piekarni dzieje się prawdziwe rodzinne życie. Pomimo kłód, które leżą nam u stóp, w podarku od tych obok stojących, przejrzystych dla nas, nieważnych. Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego cementu dla naszej rodziny. Silni, jak nigdy dotąd. To już nie tylko ciepło pieca piekarni dziadka Bolka, to nasza siła. W domu, w mojej lnianej siatce, w wiklinowym koszyku zawsze czeka na mnie chleb. Ten prawdziwy – od niego.

Wiecie jak to jest dostawać codziennie wypiekane z miłości gorące i chrupiące pieczywo? Z myślą o nas? Bo wszystko dla nas? Czasami na zamówienie? Kto ma choć jedną taką osobę w swoim życiu, wygrał je. Ja mam ich – całą rodzinę. Żaden papier tego nie udźwignie i żadne pióro nie ma tyle atramentu, nie ma słów, które opiszą jak dobrze nam razem.



Zostawiłam za sobą inne życie, to mam, co chciałam 


Życiowe podszepty przyprowadziły mnie aż tutaj. Trafiłam tu przypadkiem, tak jak przypadkiem i prawie niemożliwością było się poznać – a jednak. Wiele szans, wiele prób i wiele propozycji zostało za mną, w wielkim mieście – dla niego. Mój tytuł naukowy mi wystarczy. Sześć lat studiowania to szmat czasu, cenne doświadczenie. Nie chcę być profesorem, nie poświęciłam się problemom hormonalnym, odczynnikom, mikroskopowi, pytaniom o związki fenolowe, mikrobiologii, biochemii. Zrobiłam dużo, bardzo dużo. Moja praca posłużyła wielu ludziom, doktorom. Z mojej pracy powstały tabele i wykresy. Powstały dietetyczne specyfiki z przyszłością na produkcję. Skończyłam w odpowiednim czasie i zachowałam siebie dla nich. Bo życie jest zbyt krótkie, by tracić długie wieczory, zawalać noce, a dnie spędzać w pipetkach i zlewkach. Publikacjach. Ale dziękuję innym, którzy to kochają. Dziękuję, że jesteście.

Ja pielęgnuję pielesze domowe, otaczam je swoją miłością i troską. Dbam o dobrą wiedzę swojego gabinetu, nie tracąc zawodowej pasji, jestem aktywna i troszczę się o aurę kawiarni. Piszę, bloguję z umiłowania, ale po trosze już, niekiedy jestem w pracy. Pytana, chętnie odpowiadam na zagwozdki bywalców piekarni.

– Pieczywo bez laktozy?
Mamy, ale potrzebna szczypta wiedzy i chęci.

– A jaki chleb mogę jeść mając wrzody żołądka?
A taki!

– A po który sięgnąć przy niedoczynności tarczycy?
Po ten! Cieszę się, że mogę być pomocna.



Autentyczność 


Pierwsze miesiące, pierwszy rok tutaj nauczył mnie wiele. Nauczył o ludziach. Życiowe podszepty dobrze sugerowały, poznałam się na wielu. Kończąc rozgrzewającą herbatę, przełykając ostatni łyk anyżowej z sosną mam świadomość, że jestem inną osobą. Jestem lepsza. Lepszą wersją siebie. Nie napiszę – najlepszą – bo do tego dąży się całe życie i nie wiem czy kiedykolwiek ktokolwiek jest w stanie osiągnąć ten stan (i nie myśle tu o opakowaniu). Jestem autentyczna. A ta myśl kołacze mi po głowie od dłuższego czasu, ale później o tym.

Spytałam niedawno swoją mamę:
„Mamo, jesteś zadowolona ze swojego życia?”
Bez wahania, ze znanym mi akcentem i z uśmiechem odpowiedziała:
„Tak, bardzo. A Ty?”
„Ja też mamo.” 



Dobro wraca


Życie to my. Bez względu, jakie scenariusze pisze, i które role w nim odgrywamy. Wszystkie są pierwszoplanowe. Od Ciebie zależy kim i jaki jesteś. Bądź dobry. Miej siłę i odwagę być dobrym człowiekiem. Roztaczaj tę aurę.

Spotykamy na swojej drodze wielu życzliwych i tych mniej szczerych, tych pozorantów. Dobrych i tych ociupinę mniej, serdecznych i tych gorzej życzących, może nieświadomie – chciałabym wierzyć. Nie mniej, dostając od życia tak wiele, mając tak wielu, pielęgnuj to.

„Bo nie zawsze dostajemy od życia to, czego chcemy, ale pomyśl – dla równowagi – jak często omija nas to, czego nie chcemy.”



Oceń:

Życiowe podszepty. Zostawiłam za sobą inne życie, to mam, co chciałam.
Głosów:10 Średnia: 5 (100%)

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Życiowe podszepty. Zostawiłam za sobą inne życie, to mam, co chciałam."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anka
Gość

Pięknie i odważnie piszesz! Czytam post i już łapie twoja energię 😉

Gaja
Gość

Jesteście urocze.

wpDiscuz